Dnia 28 lutego 2026 roku odbyła się w Waksmundzie uroczystość ku czci "Żołnierzy Wyklętych", a w szczególności ku czci pochodzącego z Waksmundu majora Józefa Kurasia "Ognia" oraz jego żołnierzy.
Tego typu uroczystości odbywają się już od wielu lat, każdego roku, pod koniec lutego, w okolicy rocznicy śmierci mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (22 lutego 1947 r.) oraz Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych (1 marca).
Tegoroczna uroczystość rozpoczęła się Mszą świętą o godz. 11.00 w kościele św. Jadwigi Śląskiej w Waksmundzie. Podczas kazania ks. Henryka Majkrzaka, sercanina, wybrzmiały słowa mocne, poruszające i pełne wdzięczności za tych, którzy nie pogodzili się z utratą wolności. Ksiądz Henryk rozpoczął od sentencji, którą znalazł na grobie partyzantów w Grybowie: „Tyle serc dla Polski bije, tyle serc już bić przestało. Za tę cenę Polska żyje”. To zdanie stało się kluczem do dalszych rozważań. Nawiązując do Ewangelii, przypomniał słowa Chrystusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół. Módlcie się za tych, którzy was prześladują”. Podkreślił, że Jezus nie tylko uczył przebaczenia, ale sam modlił się na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Jednocześnie padło mocne stwierdzenie, że tam, gdzie były tortury, nienawiść i ogromne cierpienie, przebaczenie nie jest czymś prostym. Przypomniana została przez księdza Majkrzaka postać majora Józef Kurasia „Ognia”, który w chwili śmierci miał zaledwie 32 lata. Żołnierze Wyklęci, „najdzielniejsi z dzielnych, najwierniejsi z wiernych” walczyli z systemem zbudowanym na kłamstwie, strachu i przemocy. Przywołane zostały także obrazy życia w państwie totalitarnym Stalina: strach przed mówieniem prawdy - nawet we własnym domu, propaganda, która zakłamywała rzeczywistość, nieludzkie traktowanie więźniów. To tło pozwoliło lepiej zrozumieć dramat wyborów i cenę, jaką płacili ci, którzy nie chcieli się podporządkować. Poruszająca była część poświęcona żonie „Ognia”, Czesławie, z domu Polaczyk. Przypomniano o jej powojennej gehennie: szykanach, upokorzeniach, groźbach, strachu o życie własne i dziecka. I nie była to tylko jej droga życiowa, ale także tysięcy innych kobiet represjonowanych przez władzę ludową, za to, że nie poddały się reżimowi.
Zaraz po Mszy świętej doradca pana Prezydenta Karola Nawrockiego, pan Jan Józef Kasprzyk oraz pan Marek Franczak (syn ostatniego "Wyklętego" - Józefa Franczaka "Lalusia", który poległ w walce z kilkudziesięcioma zomowcami w roku 1963) odznaczyli ks. Henryka Majkrzaka SCJ Odznaką Honorową "Krzyż Pamięci Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych 1944-1963 i przekazali mu legitymację uprawniającą do noszenia odznaki. Przyznano ją księdzu za niezmordowane, trwające już od wielu lat, propagowanie wiedzy o "Żołnierzach Wyklętych" w konferencjach, wykładach i kazaniach patriotycznych, w kościołach, aulach, salach i na ulicach polskich miast.
Jan Józef Kasprzyk odczytał również list Prezydenta Polski Karola Nawrockiego „Do uczestników obchodów 79. rocznicy ostatniej walki i śmierci majora Józefa Kurasia „Ognia”. Prezydent RP przybliżył w nim niezwykłą postać Józefa Kurasia. Wspomniał również o Zgrupowaniu Partyzanckim „Błyskawica”, na czele którego przez blisko dwa lata – jak pisze w liście Pan Prezydent – [Ogień] siał postrach wśród komunistów i ich konfidentów – od Tatr aż po Kraków.
"Żołnierze Wyklęci", jak przypomniał w kazaniu ks. Henryk Majkrzak SCJ, to uczestnicy antysowieckiego powstania na ziemiach polskich w latach powojennych. Wielu z nich zginęło w walce z funkcjonariuszami sowieckiego NKWD, z funkcjonariuszami UB i żołnierzami KBW. Inni przed śmiercią z wyroku sądowego byli straszliwie torturowani, zdecydowana większość z nich nie ma swoich grobów, bo pozbawiono ich takiego prawa. Niemcy Hitlera, sowieci i rodzimi komuniści, a także część wprowadzonego w błąd przez propagandę polskiego społeczeństwa nazywali ich i nazywają "bandytami". Represjonowano tysiące rodzin "Żołnierzy Wyklętych". Było to tragiczne pokolenie, które poniewierało się po lasach o głodzie i o chłodzie.
Major Józef Kuraś „Ogień” oddał życie za wolną Polskę i, jak zostało powiedziane w zakończeniu homilii, „Coś mu się od nas należy”. Tym „czymś” jest pamięć, modlitwa i uczciwe spojrzenie na historię – bez kłamstwa, bez pogardy. Tym „czymś” jest również nasza uczciwość, odwaga i odpowiedzialność za wspólne dobro.
Biuro prasowe Księży Sercanów
[zdjęcia: Zbigniew Galicki]