Ks. Grzegorz Gąkiewicz SCJ: Moje świadectwo ukazujące Najświętsze Serce Jezusa w moim życiu – sercanina i duszpasterza – opiekuna Wspólnoty Szkoły Nowej Ewangelizacji Serce Boga.

Kiedy mówię o Najświętszym Sercu Jezusa w moim życiu, nie potrafię oddzielić tej jednej historii od drugiego Serca, które od zawsze było przy mnie cicho, wiernie wręcz z matczyną czułością, przekazaną przez moją babcię i mamę – od Niepokalanego Serca Maryi. One biją w moim życiu kapłańskim i zakonnym razem. Jak dwa rytmy jednej miłości, które mnie niosą od dzieciństwa aż do dziś.

Już jako dziecko czułem, że nie jestem sam. Że jest Ktoś, kto mnie osłania, prowadzi, trzyma za rękę wtedy, gdy sam jeszcze nie umiałem nazwać swoich młodzieńczych lęków ani pragnień, które rodziły się w moim sercu. Maryja była blisko zanim potrafiłem to zrozumieć. Jej obecność nie była głośna ani nachalna – była jak ciepło rodzinnego domu, jak spojrzenie kochającej Mamy, które mówi: „Jestem obok ciebie zawsze, niczego się nie bój”. Do dziś czuję Jej opiekę w najzwyklejszych momentach i w tych najbardziej bolesnych, gdy po ludzku serce pęka i brakuje słów, by wyrazić co w nim się dzieje.

To właśnie przez Jej Niepokalane Serce uczyłem się zbliżać do Serca Jej Syna. Maryja zawsze prowadziła mnie do Jezusa, nigdy do siebie. Uczyła mnie trwać, słuchać, zgadzać się na wolę Boga nawet wtedy, gdy jest ona trudna i niezrozumiała. Jej „fiat” stało się dla mnie szkołą mojego zakonnego i kapłańskiego „tak”. W chwilach wątpliwości, zmęczenia, zniechęcenia – wracam pod Jej Serce jak dziecko, które wie, że może się rozpłakać bez wstydu. A mam okazję zwłaszcza teraz, kiedy pracuję w Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa i Sanktuarium Matki Bożej Błogosławionego Macierzyństwa.

Jestem księdzem i zakonnikiem – Sercaninem. Należę do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, założonego przez sługę Bożego Ojca Jana Leona Dehona. Ale głęboko w sercu wiem, że to nie była tylko moja decyzja. To Serce Jezusa mnie wybrało, a Maryja delikatnie i konsekwentnie mnie do tego wyboru przygotowywała. To Ona znała moją zakonną i kapłańską drogę wcześniej niż ja sam.

Najświętsze Serce Jezusa stało się moim domem. Miejscem, w którym mogę być prawdziwy, zarówno ze swoją siłą jak i słabością, gorliwością i zapałem a jednocześnie zwykłym ludzkim zmęczeniem, głęboką wiarą i pojawiającymi się pytaniami. A Niepokalane Serce Maryi jest przestrzenią bezpieczeństwa, w której mogę się zatrzymać, kiedy to Serce Jezusa odsłania przede mną zbyt wiele naraz. Ona uczy mnie czułości wobec samego siebie, cierpliwości wobec własnych granic.

W tej szkole dwóch Serc uczę się także mojego duszpasterstwa. Jako opiekun wspólnoty Szkoły Nowej Ewangelizacji Serce Boga wiem, że nie jestem menedżerem ani tylko przewodnikiem duchowym. Jestem dla nich ojcem, ale nie jestem dla nich „kimś z góry”, tylko kimś „obok”. Jestem z nimi i dla nich, kimś kto chce być blisko swoich dzieci. Noszę w swoim sercu każdego członka tej wspólnoty, każde imię, każdą historię, każde zmaganie: młodych, pełnych życia, pięknych nadzieją; i tych, których życie zmęczyło i zraniło – starszych, chorych, poranionych relacjami, samotnością, chorobą, stratą, własnymi błędami. Każdy z nich jest dla mnie ważny. Każdy ma swoje miejsce w moim sercu.

Często czuję, że nie mam dość siły, dość mądrości, że moje serce jest za małe, że nie potrafię pomieścić tylu łez i tylu ludzkich problemów. Wtedy idę do Jezusa i mówię: „To Twoje Serce ma kochać, a ja się chcę uczyć tej miłości od Ciebie”. I On poszerza moje serce. Uczy mnie czułości. Uczy mnie bycia ojcem – czasem naprawdę takim „tatusiem”: obecnym, uważnym, gotowym wysłuchać po raz setny tej samej historii, przytulić bez słów, być wtedy, gdy świat już nie chce być. A potem oddaję się Maryi, jak dziecko, i pozwalam Jej mnie otulić. I dzieje się coś, czego nie potrafię wyjaśnić: serce znowu się poszerza. Wraca pokój. Wraca czułość. Wraca zdolność, by być dla innych.

Najbardziej poruszają mnie chwile, gdy widzę, że konkretny człowiek zaczyna wierzyć, że jest kochany. Gdy w czyichś oczach pojawia się iskierka nadziei czy wręcz Boże światło. Wtedy wiem, że to nie ja. To Najświętsze Serce Jezusa działa, a Niepokalane Serce Maryi przygotowuje grunt, jak Matka, która troszczy się o każde dziecko. Ja jestem tylko naczyniem – kruchym, często popękanym, ale trzymanym w Jego dłoniach.

Najświętsze Serce Jezusa jest dla mnie źródłem mojego kapłaństwa, mojego życia zakonnego, mojego bycia z ludźmi. Gdybym miał powiedzieć, kim jestem najgłębiej, powiedziałbym: jestem tym, który próbuje kochać Jego Sercem. I który każdego dnia na nowo prosi, by nigdy nie przestać się uczyć tej miłości – cichej, wiernej, aż do końca.

A żyję i trwam, bo Maryja nie przestaje nade mną czuwać. I każdego dnia, czasem ze łzami w oczach, powtarzam: Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serce moje według Serca Twego. Maryjo o Niepokalanym Sercu, trzymaj mnie zawsze blisko.

ks. Grzegorz Gąkiewicz SCJ